Sprzęt
Sprzęt to bardzo ważna rzecz. Człowiek zaczyna go doceniać, gdy zaczyna od niego zależeć sama podróż, jej (nie)wygody, a czasami i samo przeżycie. Dwie wyprawy w najdalsze zakątki naszego świata potwierdziły moją wcześniejszą opinię, że na sprzęcie nie ma co żałować – powinien być najlepszy na jaki tylko nas stać.
Z racji tego, że większość sprzętu będziemy musieli nosić na swoich własnych grzbietach, często w ciężkim terenie, podczas długich marszy, lista sprzętu musi być krótka. Inaczej nie wychylimy nosa z lotniska :-). Dodatkowym obciążeniem jest sprzęt fotograficzny, który drastycznie ogranicza ilość i wagę pozostałego ekwipunku. Będzie zatem ciężko, a słowo „kompromis” będziemy odmieniali przed wyprawą na wszelkie możliwe sposoby.
Poniżej prezentuję listę sprzętu używanego przeze mnie podczas wyprawy.
1. Namiot – Marabut Arco
Nasz zółty dom na prawie miesiąc podczas naszej wyprawy. Na dobre i na złe. Zdecydowanie polecam! Recenzja jest dostępna na naszej stronie.
2. Plecak – LowePro Pro Trekker 600 AW
Obszerna recenzje plecaka możną znaleźć tutaj. W każdym razie sprawdził się w 90%.
3. Maszynka do gotowania – MSR WhisperLite
Służyła mi dzielnie przez czas przed wyprawą. Na Grenlandii sprawowała się bardzo dobrze, aż do feralnego dnia niedaleko lodowca Eqi. Tam stanęliśmy przed widmem głodu, a droga do domu była odległa. W Polsce okazało się, że problemem była zbyt duża butelka przy zbyt malej iloci paliwa w środku. Dodatkowo najprawdopodobniej w wyniku naszych „napraw” przekrecilismy wlot paliwa i naruszyliśmy gwint. Przez pozostałą cześć wyprawy działała, ale ilekroć ją odpalałem, to miałem dusze na ramieniu :-).
4. Garnki – MSR
Ultralekkie i bardzo efektywne w gotowaniu. Moich już nie produkują, ale polecam najnowszą wersję.
5. Kije – Kohla E.V.O. X-Light Absorber
Nad kijami długo myślałem. Moje kije z wyprawy w Himalaje były zbyt zużyte, aby wziąć je na tak wymagającą wyprawę. Zależało mi na kijach lekkich, a jednocześnie wytrzymałych. Z absorberem i korkowa raczka (lepiej się trzyma dłoni). Ostatecznie mój wybór padł na Kohla E.V.O. X-Light Absorber. Dużym plusem jest możliwość dokupienia praktycznie każdej części – jeśli się coś zepsuje, to nie trzeba kupować nowych kijów. Sprawdziły się w trudnym terenie Grenlandii. Zdecydowanie polecam!!!
6. Buty trekingowe
Miałem mały orzech do zgryzienia. Chciałem pojechać w La Sportivach, ale wybranego rodzaju i numeru nigdzie nie mieli. Stanęło zatem na niemieckich Hanwagach (nie pamiętam modelu). Miałem duże obawy co do tych butów, nigdy bowiem nie korzystałem z tej firmy. Ponadto, nie miałem czasu ich wypróbować w naprawdę trudnym terenie. Urzekły mnie jednak swoim wyglądem i pozytywnymi opiniami w sieci. I … nie zawiodłem się. But trzymał mocno, był całkowicie nieprzemakalny (Gore-Tex), bardzo dobrze amortyzował podłoże i nieźle trzymał się na śliskich nawierzchniach. Co więcej, nie zniszczył się aż tak bardzo, pomimo intensywnego użytkowania dzień w dzień.
7. Kurtka Milo Daman
Odkrycie tej wyprawy. Wiatroszczelna, wodoszczelna i całkiem nieźle oddychająca. I do tego niewiarygodnie lekka. Nic się nie podarło czy popsuło. A wielokrotnie kurtka była testowana w ciężkich warunkach. Nie chroni jednak przed zimnem co jest całkowicie zrozumiałe. Przyda się zatem pod nią jakiś polar na zimniejsze okresy dnia.
8. Polar Milo Ghigo
Początkowo chciałem zabrać dwa polary – 100 i 300. Ale ograniczenia wagowe zrobiły swoje i ostatecznie w plecaku wylądowała setka. Milo Ghigo. Polar, a w zasadzie kurtka polarowa, sprawdził się na 100%. Problemem było natomiast to, że było zimniej niż oczekiwałem i często marzłem. Polar 100 okazał się za slaby na te warunki. Ale wszędzie tam, gdzie było trochę cieplej bardzo sobie go ceniłem.
9. Softshell – Milo Eagle
Niezastąpiony na wietrzne dni, bardzo dobrze izoluje od wiatru, zapewnia komfort cieplny, a jednocześnie doskonale się sprawuje w wyższych temperaturach. Mam go już 4 lata i cały czas wiernie mi służy od Himalajów po Grenlandię.
10. Bielizna + skarpety Lurbel
Po długich poszukiwaniach zdecydowałem się na bieliznę i skarpety hiszpańskiej firmy Lurbel. Do plecaka trafiły zatem slipy Roma i Rhin oraz skarpety trekkingowe Fuenfria i Meseta. Wszystko sprawdziło sięw 100%. Szczególnie byłem zadowolony ze slipów. Więcej o produktach tej firmy można znaleźć tutaj.
11. Czapka i rękawiczki
Wziąłem czapkę zimową (bardzo się przydała) oraz kominiarkę z windstoperu (też bardzo się przydała). Jak nie było bowiem zimno, to wiał wiatr. I tak w kółko. Rękawiczki lekkie bawełniane i cieplejsze z windstoperu – patrz wyżej. Nie warto z nich rezygnować, bo będziemy żałowali.
12. Śpiwór Małachowskiego
Syntetyk Małachowskiego – nie pamiętam teraz nazwy. Niestety okazał się całkowitą porażką. O ile dzielnie mi służył podczas wyjazdu na Nową Zelandię, o tyle na Grenlandii dosłownie przestał działać! Być może była to moja wina – śpiwór przez rok nie wisiał bowiem w szafie, ale był spakowany w worku. Nie wiem. W każdym razie strasznie go przeklinałem na wyjeździe i przez trzy pierwsze tygodnie bardzo marzłem w nocy. Nie pomagało nakładanie na siebie kolejnych warstw bielizny i ubrania. Zakładałem, że puch na Grenlandii nie sprawdzi się ze względu na wilgotność (deszcz i lód). Zdania nie zmieniam. Co prawda u nas deszcz spadł w ostatni dzień, ale słyszałem o trekkerach idących w deszczu przez dwa tygodnie. Z tego też względu nie polecam puchówki na Grenlandię. Śpiwór powinien dawać komfort w temperaturze co najmniej – 5 stopni.
13. Czołówka
Zupełnie nieprzydatna o tej porze roku. Nawet na południu, gdzie Słońce zachodziło na chwile, nadal było bardzo jasno. Tak wiec czołówka może zostać w domu.
14. Spodnie
Miałem dwie pary. Jedne z Supplex-u – szybko schnącej tkaniny, z odpinanymi nogawkami. Drugie – cięższe, mocniejsze, trekingowe Milo. Obie pary sprawdziły się doskonale.
15. Okulary przeciwsłoneczne
Nie spodziewałem się aż takiej ilości słońca na Grenlandii. Przezorny zawsze jednak ubezpieczony. Stąd też w kieszeni były dwie pary okularów przeciwsłonecznych: Julbo Drus, które dzielni towarzyszyły mi podczas wyprawy w Himalaje oraz zwykłe okulary przeciwsłoneczne z dobrym filtrem UV. Ze względu na ilość dni słonecznych najczęściej używałem tych zwykłych. Julbo Drus są jednak przeznaczone bardziej na śnieg. W każdym razie warto wziąźć dwie pary – w przeciwnym razie w przypadku zgubienia/uszkodzenia jednych nie ma szans na szybkie nabycie nowej pary 🙂
16. Mata do spania Thermarest-Prolite-Plus
Nad matą zastanawiałem się bardzo długo. Zwykła karimata nie wchodziła w grę – była za dużą. Z drugiej strony mata musiała mieć bardzo dobre parametry techniczne aby chronić przed zimnem od podłoża. Ostatecznie padło na Thermarest-Prolite-Plus. Zdecydowała niewielka waga (680 gram) oraz dobry współczynnik ochrony przed zimnem. Pod względem ochrony przed zimnem mata zdała swój egzamin. Natomiast nie śpi się na niej bardzo wygodnie – w celu zaoszczędzenia wagi mata ma bowiem aerodynamiczny kształt i osoby wysokie i szerokie mogą po prostu z maty się ześlizgiwać. A to zawsze oznacza pobudkę bo od ziemi momentalnie zaczyna ciągnąć zimno. W przy kolejnej wyprawie zabiorę chyba dodatkową cienką karimatę, aby poprawić komfort spania.
17. Worki kompresyjne, wodoodporne
Bez tych worków spakowanie nie byłoby możliwe. Pozwalały bowiem niewiarygodnie zmniejszyć objętość odzieży co nie było bez znaczenia przy ograniczonej pojemności bagażu. Ponadto dawały ochronę przed wodą i wilgocią, szczególnie na kajakach. Takie worki bowiem są również wodoodporne. Na Grenlandii używałem worków firmy Exped (seria Telecompression Bags) oraz Tatanka (te ostatnie jeszcze z czasów wyprawy kajakowej na Nowej Zelandii). I muszę przyznać, że worki Exped szczególnie trafiły w mój gust – różnią się bowiem jednym istotnym szczegółem – na dole mają zamykany kapsel, który pozwala wypuścić skompresowany od góry powietrze znajdujące się w worku. Dobrze sprawdzają się również paski pozwalające na jeszcze silniejszą kompresję tego, co znajdzie się w workach. To rozwiązanie działa znakomicie. Polecam.
18. Suchy kombinezon na kajak
Na Grenlandii używałem kombinezonu Kokatat T3MER Drysuit. Jest wyposażony w rozporek ulgi (co docenią panowie przy intensywnym użytkowaniu 🙂 oraz w skarpety. jednym słowem woda nie ma szans się dostać do naszego ciała. Było to moje pierwsze doświadczenie z suchym kombinezonem na kajaku. Już w Polsce stwierdziłem mały problem – gumowe mankiety na szyi i przegubach były bardzo ciasne. Założenie kombinezonu mogło zakończyć się śmiercią z powodu braku powietrza :-). Wysłałem więc kombinezon na Grenlandię ze specjalnym kołnierzem – miał oo rozciągnąć gumowe części tak, abym mógł kombinezonu normalnie używać (tak jest zresztą napisane w instrukcji). Zadziałało, ale połowicznie – mogłem rozciągnąć te części jeszcze bardziej trochę się bowiem dusiłem na początku. Na szczęście po jednym dniu na kajaku było już OK i mogłem swobodnie oddychać.
Sam kombinezon jest bardzo dobrze wykonany. Kąpałem się w nim w wodach Grenlandii i nie poczułem przenikliwego zimna – oczywiście do czasu. Można w nim przetrwać ok. godziny w lodowatej wodzie (ok. zera stopni). Przy normalnym użyciu chłodzi jak jest ciepło, a grzeje jak jest zimno. Tkanina oddychająca. Bardzo polecam. Zamierzam go wykorzystać porzy innych kajakowych wyprawach, a takie mam w planie.
19. Klapki na rzepy
Bardzo się przydały. Używałem ich wokół namiotu – pozwalały odpocząć nogom po godzinach chodzenia w butach trekkingowych. Dużym plusem była ich niewielka waga no i szybkość zakładania :-). Warto mieć parę w plecaku.