Relacja
Dzień trzydziesty piąty
Z naszych planów zwiedzania Kopenhagi nic nie wyszło. Po prostu spaliśmy w najlepsze i za nic nie chcieliśmy opuścić łóżek.
Dzień trzydziesty czwarty
Zaczyna się ostatni dzień na grenlandzkiej ziemi. Lot z Ilulissat mamy o 9 rano, tak więc wstajemy wcześnie.
Dzień trzydziesty trzeci
Budzimy się w namiocie – pada. Niech to szlag. Nasz ostatni dzień na wyspie i akurat musiało się rozpadać.
Dzień trzydziesty drugi
Budzi nas pełne słońce – a jakże. Czy pogoda tutaj nigdy się nie zmieni? Nie powiem – ostatnie dwa tygodnie obfitowały w różnego rodzaju ciekawe światło, ale chciałbym mieć też bardziej urozmaicone popołudnia.
Dzień trzydziesty pierwszy
Dzisiaj znowu dzień leżakowania. Cieszę się na wieczór z winem na Solanusie.
Dzień trzydziesty
0 7-8 rano słońce praży już niemiłosiernie i jest bardzo wysoko nad horyzontem. To już jednak koniec midnight sun i słońca zacznie się chować poniżej horyzontu.
Dzień dwudziesty dziewiąty
Budzimy się wcześnie rano. Lekkie śniadanie (a jak 🙂 i ruszam do miasteczka do biura opłacić nasz pobyt na polu kempingowym.
Mapa wyprawy kajakowej
Mapa wyprawy kajakowej
Dzień dwudziesty ósmy
Dzisiaj kończymy naszą kajakową przygodę. Ostatnie pakowanie i przy ciągle ładnej pogodzie wypływamy z naszej bazy do Ataa.
Dzień dwudziesty siódmy
Budzimy się trochę później niż zakładaliśmy. Plan jest taki, aby dotrzeć do Port Victor na nogach i, jeśli będą tam ludzie, to poprosić o wrzątek.
Dzień dwudziesty szósty
Plan był taki, aby rano wstać dosyć wcześnie, zjeść, spakować się i wio – na kajaki do Egri Glacier.
Dzień dwudziesty piąty
Nie zasnęliśmy jeszcze, gdy słyszę jakieś chrobotanie. Coś jest w pobliżu i dobiera się do naszego jedzenia.
Dzień dwudziesty czwarty
Wiosłujemy w ciszy i spokoju. Powoli słońce zaczyna oświetlać najwyższe wierzchołki otaczających nas gór. Wszędzie pionowe skały.
Dzień dwudziesty trzeci
Rano nie chce się wstawać. Po mgle ani śladu, znowu słońce praży. Idę się umyć do okolicznego jeziorka.
Dzień dwudziesty drugi
Wstaję trochę późno, ale czasu mam bardzo dużo. Jem śniadanie i idę do miasta. Umawiam się z Adamem, że będę o 18:30 w namiocie.
Dzień dwudziesty pierwszy
Pobudka skoro świt (co tutaj oznacza naprawdę wczesną godzinę). Szybkie śniadanie i schodzimy na dół na taksówkę.
Dzień dwudziesty
Znowu śpimy do godzin przedpołudniowych. Powoli robi się to męczące. Jutro wyjeżdżamy i czeka na kolejna porcja solidnych przygód.
Dzień dziewiętnasty
Budzimy się późno. Nie musimy się nigdzie spieszyć. Wreszcie się wyspałem w cieple.
Dzień osiemnasty
Budzimy się koło 6 rano. Za 1,5 godziny mamy być w Nuuk. Ten czas, jak zwykle, spędzamy na pakowaniu się (powoli tego nienawidzę).
Mapa po fiordzie
Mapa trasy po fiordzie Tasermiut.
Dzień siedemnasty
Dzień na statku. Mamy ograniczone możliwości poruszania się. Ogólnie czas spędzamy na rozmowach i odpoczynku.
Dzień szesnasty
Dzisiaj ważny dzień z logistycznego punktu widzenia. Chyba najważniejszy. Jeśli nie uda się wszystkiego zgrać na czas, to nie będzie wesoło.
Dzień piętnasty
Wschód słońca nie był niczym szczególnym. Już wiem, że w te rejony trzeba przyjechać pod koniec sierpnia, a nawet na początku września.
Dzień czternasty
Wschód znowu nie spełnił naszych oczekiwań. To wstawanie 3 godziny po zachodzie jest jednak coraz bardziej męczące.
Dzień trzynasty
Rano, po obowiązkowym śniadaniu składającym się z kubka papki, płyniemy aż na sam koniec fiordu, do lodowca.
Dzień dwunasty
Nastawiliśmy wszystkie zegarki i komórkę na 4.00. Budzimy się więc od razu. Nie ma mowy o podsypianiu bo nam ucieknie helikopter.
Dzień jedenasty
Wstałem na wschód, ale mgła znad morza wygoniła mnie z powrotem do łóżka. Ostatecznie podnosimy się o 9 rano.
Mapa trekkingu
mapa trekkingu od Narsarsuaq do Narsaq
Dzień dziesiąty
Można się tego było spodziewać. Zadziałało zwykłe prawo Murphego. Chmury o świcie nie nadeszły, choć czaiły się niedaleko.
Dzień dziewiąty
No i stało się. Adam nas nie obudził. Ja wstałem o 6 rano sam i wszystko u moich stóp było przykryte chmurami.
Dzień ósmy
Nie ma chmur, więc nie wstaję na wschód. Długo śpimy, aż w namiocie robi się gorąco do słońca.
Dzień siódmy
Wschód znowu nie okazał się wart wczesnego wstawania. Idziemy zatem jeszcze spać. Dzisiaj czeka nas długie podejście na wzgórze 686.
Dzień szósty
Wstajemy na wschód – ale fajerwerków nie ma. Brakuje ewidentnie chmur, które urozmaiciłyby przestrzeń wokół nas.
Dzień piąty
Z naszych porannych planów nic niestety nie wyszło – zegarek Adama chyba nie zadzwonił. W każdym razie ja go nie słyszałem.
Dzień czwarty
Wstaje na wschód Słońca, ale niestety niebo jest całkowicie przykryte chmurami. Oddaje się zatem w objęcia Morfeusza.
Dzień trzeci
W nocy jest bardzo zimno – na dworze ok. 5 stopni. W namiocie może ciut cieplej. Śpiwór nie grzeje i mocno marznę pomimo założonych spodni i polaru.
Dzień drugi
Po lekkim śniadaniu w hotelu jedziemy wczesnym rankiem na lotnisko. Lot mamy o 9.40, a na Grenlandii będziemy o 10.10 czasu grenlandzkiego.
Dzień pierwszy
To ten dzień. Dzisiaj zaczyna się nasza wyprawa. Coś, nad czym pracowałem od roku. Dopiero teraz widzę, jaki ogrom pracy pochłonęły te przygotowania.
Przygotowania
Po miesiącach przygotowań, nieprzespanych nocach nad logistyką, setkach meili i rozmów, dziesiątkach spotkań ruszamy na Fotograficzną Wyprawę Marzeń – Grenlandia 2010!














